niedziela, 14 października 2012

Toulouse

Zauważyłam ostatnio, że moje wycieczki cechują się pewną tendencją - są coraz dalsze i do większych miast. W weekend, który właśnie dobiega końca, zwiedzałam Tuluzę. A czemu właśnie Tuluza? Powodów było co najmniej kilka - długo wahałam się, gdzie jechać na wymianę i do samego końca walczyła ona z Bordeaux. Poza tym uważana jest za jedno z ładniejszych miast francuskich, do tego to jedynie 250 km. Choć może powinnam używać czasu, jako miary odległości, bo 250 km we Francji, to ok. 2,5h, niezależnie czy samochodem czy pociągiem. Ale decydujący był fakt, że w ten weekend CQC w bardzo licznym gronie przyjechało do Tuluzy. 

A więc jak minął mi weekend? Była okazja porozmawiać sobie po francusku, wypić kawę w kawiarnio-pubie reklamującym się polską wódką, posiedzieć nad Garonną z bagietką, serem i winem, pomylić akcent włoski z hiszpańskim, a także zrobić duuuuużo zdjęć. Opisywać wszystkich nie będę, jak coś to pytajcie. :-) 













  








czwartek, 11 października 2012

Zwiedzamy Bordeaux (vol. 5)

Oto nadchodzi piąty (i ostatni!) odcinek serialu pt. Zwiedzamy Bordeaux, w którym pokażę Wam zdjęcia z wieczornego wyjścia na Place de la Bourse oraz z dzisiejszego spaceru po zachodniej części miasta, gdzie znaleźć można również trochę nowego budownictwa, o które ktoś mnie kiedyś pytał oraz centrum handlowe :-) Na dzisiejszych zdjęciach może nawet uda Wam się zobaczyć, jak bardzo zmienna jest obecnie pogoda. 











W ten sposób udało mi się na raty w miarę dokładnie obejść całe miasto. Jak już się zrobi szaro, buro i jesiennie, to może przyjdzie pora na jakieś muzea. A tymczasem w weekend zwiedzamy Tuluzę, i to w nie byle jakim towarzystwie! :-)


poniedziałek, 8 października 2012

Polski szturm na La Rochelle

W ten weekend doszło do szturmu polskich studentów na La Rochelle. A jak to się stało? Od przynajmniej dwóch, a może i trzech osób słyszałam, że skoro jestem w tej części Francji, to warto odwiedzić La Rochelle. Jakiś czas temu zainteresowałam się biletami na pociąg, trafiłam na promocję, więc ją wykorzystałam. Ale przez to, że decyzja była szybka i spontaniczna, to miałam jechać sama, a jedynie na miejscu spotkać się z Polką z informacji turystycznej, która obecnie tam studiuje. 
Ale w piątkowy wieczór niespodziewanie odezwał się kolega jeszcze z czasów gimnazjalnych, będący obecnie na wymianie w Nantes. Temat zszedł na miejsca odwiedzone we Francji, na plany na rozpoczynający się weekend... Szybki rzut oka na mapę. Efekt? W sobotę w porze obiadowej rozpoczęliśmy wspólne zwiedzanie miasta! Pogoda nie ułatwiała zadania, chmurzyło się, padało, ale nie poddawaliśmy się i odnajdywaliśmy kolejne ciekawe miejsca. A wieczór polskie studentki zabrały nas na imprezę Erasmusów. W niedzielę znalazł się czas na spacer po porcie, dalsze zwiedzanie miasta, pchli targ i ponowne chowanie się przed deszczem. Czyli za mną udany weekend, szkoda tylko, że nie udało się wybrać na wyspę 10 wiosek, czyli Ile-de-Re. 

Pierwsze wrażenie miasto zrobiło bardzo pozytywne - piękny budynek dworca kolejowego, świetnie zorganizowana informacja turystyczna, dobre mapki i komplet potrzebnych informacji. 




Centrum miasta skupia się wokół Starego Portu. Na pewno przyjemnie tam posiedzieć w letni, słoneczny dzień. Ale mimo chmur, również nieźle się prezentował. 







La Rochelle znane jest ze średniowiecznych fortyfikacji obronnych. Do dziś można zwiedzać trzy wieże zachowane z tego okresu. Schody nie były takie straszne i oczywiście wszystkie trzy zostały zwiedzone, a widoczki ze szczytu porównane. :-) 









Miasto samo w sobie sympatyczne, ale w porównaniu do bordowego, nie robi aż takiego wrażenia. W wielu miejscach pozostaje wrażenie, że renowacje nie zaszkodziłyby. 









Za to ratusz robi bardzo pozytywne wrażenie! Co prawda nie udało mi się wejść na zwiedzanie do środka, ale już sam budynek zachęca do wyjęcia aparatu.






W La Rochelle, oprócz Starego Portu, jest też obecna marina, gdzie obejrzeć można sporo żaglówek, na części łódek nawet ludzie mieszkają. 





I to by było na tyle z La Rochelle. :-) 
Kolejna wycieczka prawdopodobnie już wkrótce!


piątek, 5 października 2012

Z życia uczelnianego

Zanim weekend rozpocznie się na dobre, to kilka słów z życia uczelnianego, aby nikt nie miał wątpliwości, że ja tutaj również studiuję, a nie tylko dobrze się bawię. :-)
W czasie, gdy Wy dopiero zaczynacie rok akademicki i zastanawiacie się, czy iść na pierwszy wykład czy nie warto, u mnie już pierwszy egzamin. Tak, tak, EGZAMIN! Modułowa organizacja roku akademickiego wymaga bardziej systematycznego podejścia do uczelni niż moje SGHowe przyzwyczajenie. Po trzech tygodniach zajęć, przyszedł czas na egzamin z języka francuskiego, który był moim pierwszym przedmiotem. A od poniedziałku będę stawiać czoła nowemu wyzwaniu - zajęciom z lokalnymi studentami... jestem chyba jedynym Erasmusem w grupie. Życzcie powodzenia! :-)

Z innych newsów uczelnianych, to we wtorek oficjalnie ogłoszone zostały poważne zmiany, jakie zajdą w BEM w nadchodzących miesiącach. Szkoła łączy się z inną uczelnią biznesową (z Marsylii), zmienia nazwę, 'tożsamość', itd. Przyjechałam do Francji na 5 miesięcy, rozpoczynałam naukę w BEM Bordeaux Management School, a kończyć będę w KEDGE Business School. Pytanie tylko, jak duże problemy z formalnościami i rozliczaniem wyjazdu nastąpią z tego powodu?

A dla tych, co wchodzą tutaj, żeby pooglądać zdjęcia, też coś mam. Powrót lata, 27 C i pełne słońce spowodowało, że podjęłam jeszcze jedną próbę dostania się na wieżę i spojrzenia na miasto z góry. Jak mówią, do trzech razy sztuka. 







A po weekendzie powinno być duuużo nowych zdjęć, z miejsc, których jeszcze nie widzieliście! 

poniedziałek, 1 października 2012

Zwiedzamy Bordeaux (vol. 4)

Kolejny tydzień w Bordeaux dobiegł końca. To już praktycznie miesiąc jak wyjechałam, a mam wrażenie, jakby to był tydzień, może dwa. Czas leci bardzo szybko, a do zrobienia i zobaczenia wciąż wiele. 
Niedzielne przedpołudnie ponownie spędziłam na zwiedzaniu miasta. W związku z tym, że tutaj niedziela to niemal dzień targowy, to wybór padł na okolice jednego z większych rynków, który chciałam zobaczyć. 

Dzisiejsza wycieczka zaczęła się na głównym placu miasta, szczególnie ze studenckiego punktu widzenia, czyli na Place de la Victoire. Studenci jednego z tutejszych uniwersytetów mają przyjemność uczyć się nie tylko w fantastycznej lokalizacji, jak i całkiem niczego sobie budynku.



A stamtąd jedynie kilka kroków na Marche des Capucins, gdzie zakupić można świeże owoce i warzywa, mięso, rybki i owoce morza, sery, pieczywo. Oczywiście miejsce, aby zjeść coś na miejscu również się znajdzie. Ale przyznać trzeba, że wiedeński rynek lepiej się prezentował. :-) 




No i po 4 tygodniach wypadałoby w końcu wiedzieć, jak wygląda tutejszy dworzec. :-) A więc, kolejny punkt programu niedzielnego przedpołudnia (hmm, to już w zasadzie południa) to okolica Gare St Jean. 




Na koniec jeszcze spacer uliczkami dzielnicy Capucins-Victoire, zajrzenie do dwóch kościołów i chwila na pchlim targu. 




Z innych ciekawostek weekendowych, to udało mi się pokonać system i zrobić użytek z akademikowej pralni. Nie było ani łatwo, ani szybko, ale ostatecznie całkiem skutecznie. Poza tym miesiąc po przyjeździe na wymianę zostali nam przydzieleni Buddy, a więc nawet nadarzyła się okazja do dłuższej rozmowy po francusku. :-)