czwartek, 13 września 2012

Zwiedzamy Bordeaux (vol. 2)

W przygotowaniu, a raczej jedynie w zamyśle z powodu braku czasu, są kolejne notki. Ale w między czasie kilka zdjęć z dzisiaj dla upominających się. Oficjalne części Orientation Session zakończyłam w południe, a więc druga część dnia okazała się idealna na zwiedzanie. Tym razem wróciłam na północ miasta, gdzie po ostatnim spacerze zostało jeszcze kilka miejsc do zobaczenia. 
Niedługo będę już specjalistą z francuskiego w każdej dziedzinie - po ostatnim ponad godzinnym wykładzie w ogrodzie botanicznym na temat roślin, które można tam znaleźć, dzisiaj przyszedł czas na sztukę. Zastanawiając się, co jest w jednym z budynków, weszłyśmy do środka, gdzie znajdowała się niewielka wystawa obrazków i płaskorzeźb. Pobieżne obejrzenie i stwierdzenie, że ładne okazało się nie być końcem wizyty. Pan artysta zakochany w swoim zajęciu podszedł do nas i zrobił krótki wykład o technice wykonania i opowiedział, co przedstawiają. Wbrew pozorom było CIEKAWIE! :-)

A teraz kilka zdjęć z dzisiejszego spaceru:

Eglise St Louis

Eglise St Louis

Palais Gallien

Eglise St Seurin

Eglise St Seurin

wtorek, 11 września 2012

Les Bombannes, czyli Erasmus has begun

Moją wymianę studencką można oficjalnie uznać za rozpoczętą! Co prawda poniedziałkowy poranek przywitał nas niespodziewanym chłodem (niespełna 20 C o 8 rano :P) i niewielkim deszczem, ale nie przeszkodziło to w spędzeniu dwóch dni w Les Bombannes na początek tygodniowej Orientation Session. Na ten semestr do BEM (czyli mojej nowej uczelni) przyjechało około 180 Erasmusów z 30 krajów, a więc jest kogo poznawać i o czym rozmawiać. Tylko czemu, będąc we Francji w międzynarodowej grupie ciągle słyszę niemiecki???


Kilka słów na rozpoczęcie... A na zdjęciu niespełna połowa uczestników wymiany

Po sobotnich grach integracyjnych i kulturoznawczych zasłużyliśmy na niedzielny odpoczynek  nad jeziorem

Dla urozmaicenia - odrobina ruchu :-)


niedziela, 9 września 2012

Bordowy weekend

Właśnie pierwszy bordowy weekend dobiega końca i oby kolejne były równie udane. :-) 

Wybierając Bordeaux na cel emigracji, jednym z argumentów była lokalizacja i pogoda. W sobotę z tego skorzystaliśmy, spędzając dzień na plaży w niewielkiej miejscowości Lacanau. Kto nie widział oceanu, może sobie wyobrazić morze z trochę większymi falami. :-) I nie narzekajmy na korki na polskich drogach - powrotne 60 km zajęło nam 2,5h. 






Skoro sobota była dniem lenistwa, w niedzielę należało zrobić coś produktywnego, czyli zwiedzania Bordeaux ciąg dalszy. Tym razem wybór padł na dzielnicę La Bastide, gdzie jest ogród botaniczny. Tylko co podkusiło mnie do wzięcia udziału w wycieczce z przewodnikiem francuskim? Przez ponad godzinę słuchałam o hodowli roślin, a gdybym miała lepszą pamięć już bym nawet wiedziała, jak jest dzbanecznik po francusku. ;-)








A już jutro oficjalnie rozpoczyna się moja wymiana - pierwsze dwa dni spędzimy na wyjeździe integracyjnym nad jezioro! :-)



sobota, 8 września 2012

Zwiedzamy Bordeaux (vol.1)

Trzeci dzień pobytu w Bordeaux to najwyższy czas na bardziej świadome zwiedzanie miasta. Zaopatrzona w  mapę i aparat wybrałam się na spacer po północnej części centrum oraz do ogrodu miejskiego. Poniżej kilka zdjęć z miejsc, które przekonają Was, że warto zobaczyć bordowe. 


Porte Dijeaux

Jest i Kraków! 

Theatre Francais

Rue Voltaire

Notre Dame

Cour Mably

Grande Theatre

Karuzela ;-)

Hmm... już wiemy kiedy, pozostaje tylko pytanie co? 

Place de Quinconces, Fontaine

Place de Quinconces, Fontaine

Jardin Public

Jardin Public

Esplanade des Quinconces

Quai de la douane

Cours du chapeau rouge

piątek, 7 września 2012

Wszechobecna biurokracja

Kilkumiesięczny pobyt za granicą wypadałoby zacząć od załatwienia wszelkich formalności, aby przez kolejne miesiące żyć sobie bezproblemowo. Na pierwszy rzut oka nie ma tego zbyt wiele: założenie konta w banku, telefon, Internet, złożenie wniosku o francuskie stypendium mieszkaniowe, uzupełnienie dokumentów związanych z wymianą. No i nie zapominajmy o wycieczce do Ikei, bo trudno żyć nawet bez talerza, kubka i noża. Sądziłam, że wszystko uda mi się załatwić jednego dnia - nic bardziej mylnego!

W rzeczywistości, aby uzupełnić dokumenty związane z wymianą, potrzebny jest aktualny numer telefonu, więc najlepiej gdyby był to ten francuski. Ale tego wciąż nie mam, bo negocjacja warunków dla Erasmusów jeszcze trwa. Za Internet można zapłacić tylko określonymi rodzajami kart lub czekiem - moich polskich kart system nie akceptuje, więc dopóki nie mam francuskiego konta, pojawia się problem z własnym dostępem do sieci. Otwarcie konta bankowego miało być łatwe i proste - uzupełnienie formularzy na uczelni. Tylko okazuje się, że później trzeba pojechać do banku, który... w środku dnia jest zamknięty, bo to przecież pora siesty. Zresztą na jednej wizycie pewnie się nie skończy, a cała procedura może trwać nawet miesiąc. No więc z radością wypełniłam cały plik formularzy o stypendium mieszkaniowe... a na ostatniej stronie potrzebny był numer konta bankowego, więc tych dokumentów również nie mogę złożyć. Przynajmniej Ikea nie zawiodła i było wszystko, czego potrzebowałam! :-)

Ale na pocieszenie mam piękną letnią pogodę, gdzie od rana do wieczora świeci słońce , a temperatura sięga ok. 30 stopni w dzień, a nawet późnym wieczorem nie jest zbyt chłodno. No i nie kłamali ci, co mówili, że Bordeaux jest pięknym miastem. Jeszcze nie miałam okazji zobaczyć zbyt wiele, ale podzielę się jednym z pierwszych zdjęć zrobiony podczas wieczornego spaceru.




środa, 5 września 2012

Pierwsze chwile w Bordeaux

Blog ten to na razie mała niespodzianka dla wszystkich pytających, co u mnie słychać, jakie pierwsze wrażenia, a także czy mam już jakieś zdjęcia do pokazania. Jeśli wyjdzie mi zaglądanie tu regularnie, to może niespodzianka będzie odrobinę większa. Ale nie wymagajcie proszę zbyt dużej regularności, zbyt dokładnych informacji oraz zbyt wielu zdjęć. Wiecie, że nie lubię pisać. ;-)

A więc... 36-godzinna podróż autokarowa już za mną, wieczorne przywitanie z miastem i pierwszy nocleg (jeszcze nie u siebie) również. Część biurokracji także załatwiona, wyjątkowo sprawnie i bez komplikacji. Jutro okaże się, czy reszta pójdzie równie szybko.

Jednak wciąż czuję się jakbym była w Polsce - poszłam do informacji turystycznej, na koniec standardowe pytanie do statystyk, skąd jestem i co się okazuje? Że dziewczyna mnie obsługująca to Polka. Poszłam na uczelnię - spotkałam Polkę, która również przyjechała na wymianę. Tylko w moim akademikowym mieszkanku brak Polaków. Współlokatorami jest dwóch Brytyjczyków i Amerykanin, więc nie pozostaje nic innego, jak w końcu nauczyć się angielskiego. ;-)

A na koniec przesyłam pierwsze pozdrowienia z bordowego, jak to Bomba określiła cel mojej emigracji. :-)